Into the West cz. 1

Odwróciła się od ekranu, przyjmując wyzwanie sześciu par męskich oczu. Nie musieli nic mówić, by wiedziała, jak silnie wątpią w jej kompetencje. Pracowali razem niemal rok, a mimo to, wciąż pozostawała dla nich dowódcą w spódnicy. Jeśli miała przetrwać, musiała udowodnić swoją determinację, pokazać siłę. Dotknęła komunikatora, przywracając łączność z oddziałem – Tom – wywołała dowódcę.

Głos znajdującego się na drugiej półkuli najemnika docierał do centrum operacyjnego z opóźnieniem – Tak, Elen? Mamy wreszcie jakąś decyzję? Nie naciskam, ale proponowałbym…
– Zabij ich. – Przerwała, nim po raz kolejny miał udowodnić jej nieumiejętność podejmowania decyzji. – Zabijcie ich wszystkich. Udzielam autoryzacji.
Żaden z operatorów nie odważył się jakkolwiek zareagować, kolejno spuszczali wzrok, ponownie skupiając się na danych zalewających ich ekrany. To była jej misja, jej decyzje, jej odpowiedzialność.
Głośniki przekazały krótkie serie automatów. Oddział ekspedycyjny wykonał rozkaz.

– Elen – tym razem głos w komunikatorze należał do Steva Blamera, szefa sekcji operacji terenowych – zapraszam na górę.

 

Z gabinetu można było wygodnie obserwować pokój sytuacyjny. Stojąc plecami do wejścia, Blamer przyglądał się właśnie wyświetlanej na głównym ekranie mapie wyspy. Elena była pewna, że ma również możliwość odsłuchu ich wewnętrznych rozmów i wyciszył je wyłącznie na czas jej wizyty.
– Standardowa misja, tak? – zaczął pogardliwie, nie odwracając się do kobiety – I od razu, kurwa, wymyka Ci się spod kontroli! – Drugie zdanie wypowiadał już z wyczuwalną złością.
Spodziewała się ataku, ale liczyła na coś, choć z początku, niewinnego. Jakieś standardowe formułki, próba uśpienia jej czujności i dopiero po chwili przejście do prawdziwych zarzutów.
Steve nie zamierzał jednak tracić ani chwili. Elena była na jego celowniku od dawna, a ta misja miała dać mu upragniony pretekst, by się jej pozbyć.
No to się zdziwisz, skurwysynu – pomyślała – tak chcesz pogrywać, to proszę bardzo.
– Rozkazy są jasne – odparła spokojnym głosem. – Próbki z laboratorium są priorytetem. To, by nikt nie powiązał nas z ich zniknięciem, jest drugorzędnym, acz niemal równie ważnym celem. Musiałam zlikwidować obsadę posterunku.
– Nie powinno ich tam być – dodała po chwili – wedle wywiadu przystań powinna być opuszczona.
Blamer pokiwał głową. Doskonale znał rozkazy i sam autoryzowałby otwarcie ognia do wojskowych równie łatwo. Chciał jednak uśpić czujność kobiety, by kolejnym pytaniem uderzyć ją z zupełnie innej strony.
– Kto dowodzi oddziałem?
Pytanie lekko ją zaniepokoiło. Przecież Steve musiał doskonale wiedzieć, kto został wyznaczony do tej misji. Po co więc pytał.
– Tom – zawahała się chwilę, nim wypowiedziała to nazwisko – Tom West.
Odruchowo splotła dłonie za plecami. Palce szukały złotej obrączki, której dawno już nie nosiła. Stare przyzwyczajenia.
Przyglądał się wykresom tętna wyświetlanym na głównym ekranie. Dwa z nich powodowały, że Elena biła się teraz z własnymi myślami. Czekał, dając jej czas. Wiedział, że jak każda kobieta, sama wymyśli sobie więcej problemów, niż mógł jej zaserwować.
– Czy to rozsądne? – zapytał, odwracając się wreszcie od szyby.
– To znaczy?
Zastanawiała się do czego zmierza. Coraz silniej też upewniała się, że nie użył jeszcze swojego głównego argumentu.
– Pytam, czy to rozsądne, byś nadzorowała misję wykonywaną przez swojego męża.
– Byłego męża – ostatnie słowa z trudem przeszły jej przez gardło.
– Byłego męża – zgodził się, kiwając głową – oraz waszego syna.
O to Ci chodzi, dupku! – Zrozumiała jego taktykę, lecz nim zdążyła się odezwać, ciągnął dalej.
– Byłaś przeciwna, by Wiliam dołączył do oddziału? – zrobił pauzę, by dać jej nadzieję, którą odebrał kolejnym zdaniem. – Widziałem twój raport.
Wahała się przez chwilę, mogła próbować się z tego wyłgać, lecz raport był zbyt jednoznaczny. Rozumiała też, jak bardzo był bezcelowy. Nie miał szans powstrzymać Toma. Boże, jak mogła być tak naiwna w stosunku do mężczyzny, którego znała trzydzieści lat.
– Owszem, wnioskowałam by nie jechali obaj.
– A mimo to OBAJ są teraz na wyspie.

Tom skompletował skład ekspedycji wedle własnego uznania. W przeciwieństwie do niej, jako najemnik nie był pracownikiem korporacji i nie musiał wykonywać każdego rozkazu. Jego decyzja w jawny sposób podważała jednak dyspozycje, jakie wydała. Była pierwszą rysą na tej misji, kolejne zaś następowały szybko, jakby w jej konsekwencji.

– Dostał moją zgodę – skłamała, chcąc uciec od zarzutu – Wiliam jest specjalistą od biotechnologii, przyda się im w laboratorium.
Pokiwał głową po raz kolejny. W duchu uśmiechał się jednak, znając doskonale zapis ostatniej rozmowy Westów. Trafniej powiedzieć, kłótni. O jakiejkolwiek zgodzie nie mogło być mowy.
– Elen – jego ton wskazywał na to, że za chwilę przypuści końcowy atak. – Uważam, że nie nadajesz się do tego zadania. Procedury mówią jasno, że nie możesz dowodzić, jeśli twój mąż, a dodatkowo jeszcze syn…
– Do jasnej cholery – przerwała mu, nie mogąc już słuchać sztucznych zarzutów – nie jesteśmy z Tomem małżeństwem od pięciu lat, dobrze o tym wiesz. Wiliam nie utrzymuje ze mną kontaktu od ponad dwóch. Owszem, byli moją rodziną, ale obaj się mnie wyrzekli! – wzburzenie kobiety rosło coraz bardziej, do frustracji z bieżącej sytuacji dochodziła ta, powodowana jej rodziną. – Jeśli chcesz mnie zwolnić, to zrób to, ale daj mi dokończyć zadanie. Mamy tam pół tuzina ludzi i ważne obiekty do przejęcia. Nie masz nawet połowy rozeznania, jakie mam ja, a jak dobrze wiesz, ta wyspa nie jest rajem dla odwiedzających ją turystów.

Jak na komendę, odezwał się interkom z pokoju sytuacyjnego – Pani West, mamy problem. Potrzebujemy Pani na dole.

Elena spojrzała na swojego przełożonego.
Kiwnął głową, pozwalając jej na powrót do obowiązków. Niemal dopiął swego, misja była jednak ważniejsza niż jego prywatne porachunki. Kwestia tej kobiety mogła poczekać jeszcze kilka godzin.