Najemnikom nie płacą za czułość

Miniaturka z mojego kursu pisarstwa. Przerzucam jako pierwszą z mojego profilu na Opowi, bo powalczyć z pomysłami na formatowanie.


 

Krzyczała tylko przez chwilę. Krótko, ale bardzo głośno.

Powinien od razu przyłożyć jej w twarz, nie odważyłaby się teraz nawet pisnąć. Zignorował ryzyko, nie zamierzając przerywać zabawy z obawy przed wieśniakami. Nie liczył się w motłochem, tak samo jak z biedną dziewczyną, która jakże błędnie odczytała jego spojrzenia.

Naiwnie uznała, że jest jednym z tych najemników, którzy są nieokrzesani tylko z wyglądu. Pierwsze wrażenie jakie sprawiał było jednak bardzo prawdziwym i w głębi duszy Kurt był dokładnie tak brutalny jak wskazywało na to jego usiane bliznami i tatuażami ciało. Mogła mieć nadzieję, owszem mogła, lecz powinna stracić ją już w momencie gdy zatrzasnął skobel w drzwiach chaty, do której sama go zaprowadziła.

Oblicze mężczyzny stężało w jednej chwili a wpadający do środka blask latarni dawał dość światła by ukazać zachodzącą na nim zmianę. Nie miała szans, ale nie zdając sobie nawet z tego sprawy brnęła dalej. Zrozumiała gdy próbowała się do niego zbliżyć oplatając ręce wokół szyi.

Cisnął ją na stół i brutalnym szarpnięciem zadarł spódnicę. Kopnął najpierw jedną, potem druga nogę rozstawiając je szeroko na boki. Potrzebował tylko jednej dłoni by przycisnąć jej kark do blatu zadając pierwszy ból. Drugi poczuła kilka chwil później gdy skończył mocować się klamrą paska. Nie zamierzał nawet poślinić palca by ją zwilżyć. Musiał czuć jej szorstkość, opór i walkę wystraszonego zwierzęcia jakim dla niego była.

 

Krzyczała tylko przez chwilę. Krótko, ale bardzo głośno.

 

Dłoń spoczywająca na karku rozluźniła lekko chwyt dając jej nadzieję uwolnienia. Gdy tylko dała się zwieźć, docisnął uderzając jej twarzą w blat. W kolejnych chełstach krwi tłumił jej słabe próby oporu.

Szarpnęła się próbując wypluć dławiącą ją krew. Miarowe uderzenia rozpalające bólem jej krocze nie pozostawiały wątpliwości, nie pozostawiały nadziei. Załkała, lecz tak cicho jak tylko była w stanie.

Miał to na co liczył. Nie obchodziło go co stanie się ze ścierwem które po sobie zostawi. Brał to co należało mu się prawem zwycięzcy.

Wyczuł, że zdobycz przestaje walczyć, że jeszcze kilka pchnięć i będzie pod nim leżała niczym zdechłe truchło. Nie znosił tego i gotów był sprawić dziewczynie kolejny ból, by tylko zmusić ją do oporu.

Szczęśliwie nieświadoma jak bardzo podniecał go jej opór. Z każdym ruchem, którym wdzierał się w jej środek słabła, pozwalając by czucie opuściło ją razem z całym bólem. Odpływała, niemal tracąc z przerażenia świadomość.

Docisnął mocniej czując wzbierające podniecenie. Był bliski końca i nie zamierzał pozwolić jej uciec w jakikolwiek sposób nim sam nie będzie musiał krzyczeć. Przyspieszył wiedząc, że coraz silniejsze uderzenia, nie mogą pozostać bez jej reakcji.

Łkała.

Ciepła krew dziewczyny coraz silniej przesiąkała przez jego spodnie, żałował, że jest zbyt mała i delikatna by mógł tuż przed końcem szarpnąć wyginając ją do tyłu by w ostatniej chwili patrzeć na jej wystraszoną twarz…